Wyobrażenia o moim wymarzonym dniu zmieniały się jak w kalejdoskopie w zależności od tego ile miałam lat , jakie wiersze czytałam , jakiej sluchałam muzyki i która komedia romantyczna była moją ulubioną . Przeszłam przez etap wielkiego weselicha rodem z włoskiego filmu , skromnej rodzinnej ceremonii , przyjęcia w stylu Amerykańskim , przysięgi na plaży , a nawet ucieczki tylko we dwoje . Kiedy 5 kwietnia 2013 roku na moim palcu serdecznym wylądował najpiękniejszy z pierścionków , bo zrobiony specjalnie dla mnie , przepadłam . W głowie szalała burza myśli , przecież trzeba znaleźć fotografa , motyw przewodni , florystkę , kościół i najbardziej niepowtarzalne zaproszenia . Nie przespałam kilku nocy zastanawiając się nad trzema odcieniami jednego koloru , odpowiednim zespołem i listą gości . A dziś , kiedy TEN dzień staje się bardziej realny niż kiedykolwiek , nie obchodzi mnie , czy na sali będzie odpowiednie światło i czy stroiki na stołach będą miały po trzy tulipany , czy zaledwie dwa . Dziś liczą się tylko trzy rzeczy :
a ) mam mieć piękną sukienkę .
b ) Kuba ma pojawić się w kościele .
c ) jakimś cudem nasze rodziny mają się nie pozabijać .
A reszta ? Reszta to już nie mój problem .
A dla najmłodszych :
Z serii rozmów przedślubnych :
ja : Kuba , w jakiej sukience chcialbyś zobaczyć mnie na ślubie ?
K : w białej .
Dzięki wielkie .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz