czwartek, 9 października 2014
Gdybym wiedziała.
Gdybym w wieku nastu lat wiedziała to, co wiem dzisiaj, prawdopodobnie nie byłabym osobą, którą się stałam. Czy to źle? Nie wiem, bo chociaż lubię dzisiejszą siebię, to czasem myślę, że mogłabym być inna.
Gdybym wtedy wiedziała o macierzyństwie to, co wiem dzisiaj, pewnie bardziej doceniałabym własną mamę. Rzadziej trzaskałabym drzwiami, więcej czasu spędzałabym w szkole i częściej sypiała w domu. Nie kłóciłabym się o wszystko, czego nie wolno mi było robić i przynosiłabym jej kawę po ciężkim dniu, tak bez okazji. Nie narzekałabym na żaden ze swoich obowiązków, bo dziś rozumiem ile miała ich ona. Mówiłabym jak bardzo ją kocham, podziwiam i szanuję. Sama przygotowywałabym śniadania do szkoły i myłabym po sobie talerze. Kazałabym częściej jej wychodzić, więcej się śmiać i przestać nałogowo po nas sprzątać, przecież i tak zawsze zostawialiśmy bałagan. Wtedy tego nie wiedziałam, dziś wiem i naprawiam błędy.
Gdybym wtedy wiedziała o alkoholu to, co wiem dzisiaj, pewnie nie upijałabym się w każdy weekend i nie rozpoczynała środy od piwa. Częściej chodziłabym na imprezy dla zabawy, nie dla picia. Piłabym mniej i w wieku szesnastu lat nie stałabym się wyrocznią smaku każdego znanego alkoholu. Nie brałabym udziału w idiotycznych zawodach w których nagrodą była satysfakcja, że wypiło się więcej niż inni. Nie włóczyłabym się nocami po mieście i nie prześlizgiwała do pubów, kiedy jeszcze nie wolno było mi tam wejść. Nie powiedziałabym kilku rzeczy, których nigdy nie powinnam była mówić i nie zrobiła kilku kolejnych, których przecież żałuję. Wtedy tego nie wiedziałam, dziś wiem i od alkoholu trzymam się z daleka.
Gdybym wtedy wiedziała o facetach to, co wiem dzisiaj, pewnie wyrzuciłabym z szafy wszystkie krótkie spódniczki, pozbyła się szpilek w których nie potrafiłam chodzić i otoczyła się wianuszkiem koleżanek, bo tak bezpieczniej. Przestałabym przeglądać się w ich oczach, szukać aprobaty, poklasku i wsłuchiwać się w jęki zachwytu nad wielkością mojego dekoltu. Nie pozwalałabym na niesmaczne uwagi, gwizdanie i dotyk, na który nie miałam ochoty. Skreśliłabym z życia tych, którzy byli toksyczni zanim jeszcze pozwoliłam im do niego wejść, zawalczyłabym o tych, którzy zawsze byli przy mnie. Pozwoliłabym im zostać fajnymi kumplami, zamiast oceniać ich skalą przydatności do użycia i związku. Wtedy tego nie wiedziałam, dziś wiem i potrafię ich docenić.
Gdybym wtedy wiedziała o kobiecości to, co wiem dzisiaj, pewnie nie wyczekiwałabym jak nienormalna pierwszej miesiączki, nie wpatrywałabym się w płaszczyznę swojej klatki piersiowej błagając o coś więcej niż rodzynki i nie nakładała na twarz trzech odcieni fluidu, by zamaskować niedoskonałości, których nie było. Nie wierzyłabym w nic, co w zawiści wysyczeli mi ludzie, nie mierzyłabym się spojrzeniami innych i ufałabym samej sobie, zamiast kolorowym czasopismom. Pozwalałbym sobie na błędy, brak perfekcji i częściej pozwalała skórze oddychać własnym pięknem, nie pudrem. Rzadziej wciskałabym się w zbyt wycięte sukienki, mniej inwestowała w wygląd, więcej w siebie. Rozumiałabym, że kobiecoś jest naturą, nie powłoką, że wampy w szpilkach są tylko przelotne, że jestem warta więcej niż myślę. Wtedy tego nie wiedziałam, dziś wiem i zachwycam się sobą na nowo.
Gdybym wtedy wiedziała o miłości to, co wiem dzisiaj pewnie nie marzyłabym o księciu na białym koniu, którego olśni moje piękno. Pozwoliłabym samej sobie na rzeczywistość. Wiedziałabym, że miłość staje się piękna właśnie wtedy, kiedy jest najpodlejsza. Że miłość jest największa, kiedy w nocy brakuje mi oddechu, kiedy łzy moczą poduszkę, kiedy nie ma już słów. Umiałabym wybaczać, odpuszczać i zapominać. Nie oczekiwałabym oddania i uległości, nie skreślałabym niczego przez jedną kłótnię. Umiałabym walczyć, jak lwica o młode, jak żołnierz na poligonie, jak tonący o ostatni oddech. Zatracałabym się w uczuciu, zamiast je analizować, porównywać, ulepszać. Wtedy tego nie wiedziałam, dziś wiem i kocham jak nigdy.
Gdybym wiedziała o tym wszystkim, już jako nastolatka kochałabym samą siebie, nie popełniłabym tysiąca błędów i nie rozmyślała wieczorami o tym, co mogłam zrobić inaczej. Ale czy żałuję? Ani trochę, bo nauka życia była piękna. Bolesna, trudna i wymagająca, ale zapierała dech w piersi, cieszyła do łez i podarowała mi coś, o czym wcześniej nawet nie marzyłam. Rodzinę. Własną, tak prawdziwą, że razi w oczy. I dziś, choć nie wiedziałam tego wszystkiego wcześniej, jestem świadomą, pewną kobietą, taką jaką zawsze chciałam być.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz